W kwestiach społecznych zaspokaja mnie wciśniecie "I like it!" na Fejsbuku, a twórczych prowadzenie pamiętnika w którym zapisuje jaka była pogada i co jadłem. O potrzebach estetycznych nie będę wspominał, bo i tak uchodzę za jakiegoś kryptogeja.
Ale do sedna... Czasem jednak coś popchnie mnie w przepaść jaką jest w moim przypadku pisanie. Na początku jest fajnie, bo się leci, ale wcześniej, czy później trzeba przykurwić w glebę.
Oto opowiadanie, które elegancko pokazuje jak nie radzę sobie z dialogami, albo mówiąc bardziej do rzeczy - z językiem polskim. Ale, że niektórzy mówili, że COŚTAM w nim jest, więc zamieszczę. Jakby ktoś miał jakieś sprytne uwagi to wczytam się w nie zawzięcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz