Doktor trwał. Właściwie to trwał tak sobie kompletnym w bezruchu, niczym powietrze w zatłoczonym autobusie. I choć obserwował dokładnie całokształt rozgrywającej się na jego oczach niebywałej masakry, to jego jaźń zdecydowanie była teraz gdzieś indziej. Nie wynikało to bynajmniej z faktu popadnięcia w jakąś głębszą zadumę, ale raczej upatrywał w tym pewien rodzaj psychicznego bezpiecznika, który właśnie cichutko pstryknął w jego głowie. Kawałek ziemi, który niegdyś był jego całkiem przeciętną działką budowlaną, wyglądał jak po przejściu frontu. Każdy metr kwadratowy ziemi wywrócony został do góry nogami jak pod Verdun pamiętnego 1916. Porozrzucane w promieniu dobrych kilkudziesięciu metrów pustaki, flachy po piwie i fragmenty betonowe były jedynymi pozostałościami po jego domku, ostatnim razem widzianym gdzieś tu w świeżutkim stanie surowym. Wszystko zupełnie jakby ktoś zdetonował w jego piwnicy pierdoloną puszkę Pandory.
Jego wzrok spoczął właśnie na postaci Studniarza, który przechadzając się bez jakże zbędnego w tym przypadku pośpiechu, zbierał dookoła szczątki swojego pomocnika wrzucając je sukcesywnie na Żuka. Tak, rozpieprzający się na ciuki pojazd, oraz wcale nie lepszy z wyglądu facet byli jedynymi ocalałymi w zasięgu rażenia. Gdy Studniarz skończył już kompletować swojego byłego kompana, odpalił kolejnego papierosa i jeszcze raz obszedł teren wokół pamiętnej studni, zbierając jeszcze kilka metalowych gratów. Gdy skończył podszedł do Doktora, odpalił kolejnego fajka i bez specjalnego wstępu postanowił zdać relacje, jakby samo oglądane przed chwilą widowisko było dla Doktora mało obrazowe.
-Ogólnie to so dobre i niedobre wieści..
Doktor dopiero teraz oderwał wzrok od rysujących się przed nim zgliszcz i jakby powrócił nieco na ziemię. Przyjrzał się swojemu rozmówcy wzrokiem, mówiącym więcej niż tysiąc słów. Ów człowiek stał obok niego, garbiąc się nieco, w dziwacznym ubraniu, z którego zostały teraz jedynie strzępy, tu i ówdzie na dodatek nadpalone. Tym nie mniej szkody, jakie poniósł wydawały się co najmniej powierzchowne jak na wymiar starcia, które przed chwilą stoczył. Latające betonowe płyty czy wybuchy niczym z filmów z Stevenem Seagalem, to tylko niektóre z aspektów rażenia, jakie przyjął na siebie przed chwilą. Może i był poszarpany, może i śmierdział jak zwykle, ale kurwa żył! Niestety nie można było tego powiedzieć z całą pewnością, o jego zasłużonym pomocniku.
-To zoczne, może jednak od dobrych. – Podjął znów po chwili. – Udało sie.. – Jego ochrypły głos zawiesił się na chwile i Studnierz spuścił wzrok. – No i to tyle z tych dobrych tak miarkuje... Gorzej panie jest z tym, że chałupa nie ustała. No i jeszcze to, że gadzina niezwykła to była. Że nie taka.. no.. Endemiczna ona, ino z piekła samego rodem. Czarno magio, psia jej kurwa mać, gnana na ten świat…
- cO? – Doktor najwyraźniej poczuł wielką potrzebę przemienienia tego monologu w dialog.
-No taka panie czorna magia, że tylko złe ludzie nią posiadają. I potężni, o wiela oni potężni. Spotkać czasem się nadarza taką gadzine gnaną i wtedy twarda ona jak żadna inna z ziemi, czy z jakiego bajora.
-Ale, kto by mi sprowadzał takie paskudztwo do studni, nic nie zamawiałem takiego chyba! Źli ludzie? NFZ znowu jakiś? – Powoli, ale to bardzo powoli Doktor odzyskiwał zdolność myślenia i werbalizacji tychże cennych przemyśleń.
-Panie.. Złe ludzie nie pytają czyja studnia, tylko gadzine montujo i po faworkach.
-I teraz co panie? – Doktor wpatrywał się to w pobojowisko, to w Studniarza, który zamyślił się chwilę i uśmiechnął w ten swój paskudny, całkowicie bezzębny sposób. – No, co żesz się pan tak śmiejesz?!
-A bo tak myśle, że się ino posada zwolniła po Morghulu. – Odpowiedział dziad pokazując palcem ładunek na pace Żuka. –Może pan reflektujesz ?
***
Mimo wszystko postanowiłem posłuchać Pluszaka i nie wrzucać sceny łóżkowej, sam mógł bym jej nie wytrzymać psychicznie :P