poniedziałek, 9 listopada 2009

Księga czarna I

Świat z początku XXI wieku był przedziwnym tworem. Wielkim i niespójnym konglomeratem zbiorowych urojeń. Przepotężne korporacje posiadały władzę wtłaczania ludziom do głowy idei, poglądów, a nawet codziennych potrzeb. Ich moc ukierunkowywania ludzkiej psychiki wynikająca z niewyobrażalnych pieniędzy, popychała cały świat w coraz większe absurdy, a mimo to wszyscy ślepo poddawali się tej manipulacji. Przedziwne nieprawdaż? 500 ludzi posiadało majątek większy niż wszyscy inni mieszkańcy ziemi. Kult pieniądza i związanej z nim władzy rósł w siłę wraz z wszechobecną manią konsumpcji. Istota działania tego systemu zakładała, że można wykreować za pomocą środków przekazu potrzebę wśród ludzi, a potem ją zaspokajać -jakkolwiek bezsensowna by ona nie była. Tego stanu rzeczy nie można nazwać z całą pewnością mianem zwykłego hedonizmu, był to mechanizm zdecydowanie prymitywniejszy. Co więcej, prymitywizm ten wciąż przybierał na sile. Nie długo trwało, bowiem zdefiniowanie zasady, iż towar tyczący się najprostszych, najbardziej zwierzęcych potrzeb człowieka, wtłacza się do jego głowy najprościej. Momentami chciałbym nawet byście mogli ujrzeć wielkie centra handlu z tamtych czasów, z ich światłami, kolorowymi reklamami i wielkimi tłumami ludzi, którzy zwracali się ku nim, niczym ku dawnym, zapomnianym bożkom. Ten zbiorowy trans otumanionych dusz goniących za cielesnym pięknem, chwilową przyjemnością, życiem na pokaz, zabierał ostatnim wolnym ludziom całą nadzieje i wiarę. Nic jednak nie trwa wiecznie. System ten wydawał się współczesnym ludziom tak trwałym monolitem, iż nigdy nawet nie przypuszczali jak szybko nadejdzie jego kres. Miliony powiązań kapitału i informacji przypominały wielki domek z kart. Imponujący, bo stworzony ludzką ręką, misterny. Niestety pozbawiony choćby jednej karty domek obraca się w chaos. To oni, nieświadomie całkiem, wsadzili nam w rękę broń. My tylko pociągnęliśmy za spust. Naprawdę nikt nie przypuszczał, że koniec tej określanej, jako wspaniała cywilizacji, nie zrodzi się z wojny atomowej, ani innego kataklizmu, tylko najzwyczajniej wytrącona z równowagi upadnie i rozbije się w drobny mak. Najwidoczniej potężne korporacje nie były jeszcze gotowe do sprawowania władzy w świecie, być może ich triumf nadszedł za szybko. Zdecydowanie trudno tu o jednoznaczną ocenę. Czy czuję się źle z powodu odpowiedzialności, jaką wtedy wziąłem na siebie? Być może powinienem, ale nie. Chwila, w której odebraliśmy im to złudne, irracjonalne poczucie bezpieczeństwa. Moment, kiedy zwróciliśmy stworzoną przez nich technologię przeciwko im samym, kiedy niewielka grupa wygrała z wielką machiną. Świat stanął w ogniu, takie było nasze życzenie. To jednak nie koniec. Gruzy, które nas otaczają, martwe szkielety wielkich drapaczy chmur z przed lat, beton i stal, to wszystko nie koniec, lecz sam początek. Teraz czeka nas długa wojna o to jak wyglądać będzie przyszłość, a jej wyniku niestety sam nie jestem pewien. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz