poniedziałek, 9 listopada 2009
Księga czarna I
środa, 4 listopada 2009
Rubieże, krótkie opowiadanko.
Dziś będzie coś zupełnie innego, chyba nie jestem jeszcze w stanie sprostać scenie łóżkowej Studniarza :D Enjoy!
"Rubieże, krótkie opowiadanko"
Kwadrant EY-90, sektor Julius Cezar, dalekie Rubieże.
16.3.2327 r. 07.36 – ok. 1 godziny po przegranej przez siły Rewolucjonistów bitwy o horyzont zdarzeń J.A. Wheeler EH-067C4.
-Wrzucić jeden-jeden na chłodzenie stosu, zwiększyć ciąg do jeden-osiem g! – Rozkaz przeszył powietrze mostka dowodzenia fregaty KTA-6 „Catherine”. Kapitan nie oderwawszy wzroku od dziesiątek wskaźników jaśniejących nad pulpitem, dodał już zdecydowanie ciszej. – I oby ta puszka to jeszcze chwilę wytrzymała…
Był najmłodszym kapitanem okrętu tej klasy w całej flocie, a być może w całym sektorze. Zdecydowanie był cholernie dobry w tym co robił, ale mimo to wcale nie był pewien, czy tym razem uda mu się uratować okręt i własną dupę. Statek przecinał bezkresną przestrzeń z prędkością blisko 11 km na sekundę, stale przyśpieszając. Nie byłby to zły wynik, gdyby nie fakt, że pościg poruszał się znacznie szybciej, co dobitnie ukazywały wskaźniki śledzące. W dodatku manewr wymijający nie wchodził zupełnie w tym wypadku w grę – 13 tysięcy ton masy spoczynkowej Catherine skutecznie stawiało opór potężnym sinikom w przypadku próby nawrotu, którego promień wynosił przy obecnej prędkości minimum 8 tyś kilometrów.
-Za dużo… Tamci zejdą poniżej 6. I to luźno. –Pomyślał, ale z powodu braku planu alternatywnego oddał manewr zwrotu do wyliczenia przez systemy pokładowe. Przestrzeń nad pulpitem zajaśniała momentalnie od wyników symulacji. –Niech to szlag, gorzej.
Wskaźniki dalekiej analizy przestrzeni też nie raczyły pokazywać dobrych wieści, przed nimi tylko pustka, pola lekkich zagęszczeń jonów wapnia i… pustka. A za nimi pobojowisko niedawnej bitwy i dwie fregaty Syndykatu, które uparły się ścigać go do upadłego. Ewidentnie kiepski dzień. Niestety czasu na głębsze rozmyślania było zdecydowanie za mało, każda sekunda pracy stosu pod takim obciążeniem przybliżała ich do spektakularnej katastrofy. Co prawda uszkodzenia nabyte w bitwie nie były szczególnie niepokojące w obecnej sytuacji, ale sam wiek i stopień wyeksploatowania jego ukochanej kupy żelastwa już zdecydowanie tak. Sam nawet nie wiedział ile ta jednostka ma wysłużonych lat. Z resztą było to raczej trudne do jednoznacznego określenia, gdyż obecny reaktor i stos pochodziły z innego statku, podobnie jak komputery i systemy ogniowe. Był pewien, ze niektóre części na tym okręcie były o wiele starsze od niego. A w obecnej chwili wskaźnik mocy teoretycznej reaktora przekracza nieprzekraczalne 4 GW, a stos najprawdopodobniej niedługo wyparuje.
Idealne warunki do manewrowania. –Ta myśl rozbawiła go w pierwszym momencie, ale nagle zdał sobie sprawę, że faktycznie jest tylko jedna szansa na wydostanie się z tej opresji. – Do trybu bojowego! Przygotować się do 180 i otwarcia ognia!
Przegrzanie stosu i samego reaktora dawało zapewne taki szum, że detektory czułe na statkach syndykatu nawet nie wyłapią, jak ładują szyny dla uzbrojenia. Plan niemal doskonały, byle tylko nie wylecieli w międzyczasie w powietrze. Catherine zaczęła stopniowo zmniejszać prędkość na wstecznym ciągu. Wrogie fregaty zbliżały się zupełnie jakby kierowane planem kapitana. Symulacja ataku jaśniała już gotowa do realizacji. Byle tylko te sukinsyny nie strzeliły pierwsze. Ale nie, oni już czują się zwycięzcami, wyłączyli już myślenie. Podchodzili najzwyczajniej, przodem. Głupcy.
Gdy odległość spadła do krytycznych 300 km, białe do tej pory linie nad pulpitem mostka zmieniły barwę na czerwoną. Kapitan uśmiechnął się w naprawdę nieprzyjemny sposób. Wiedział dokładnie jak nieprzyjemny może być jego uśmiech w takich chwilach, ale zupełnie nie zamierzał się powstrzymywać. To była chwila triumfu. Catherine dokonała błyskawicznego obrotu o 180 stopni, a jej dziobowe uzbrojenie odezwało się z pełną mocą wystrzeliwując raz po raz pociski, które w ułamku sekundy z potężną silą dopadły przednich pancerzy fregat syndykatu. Lśniące smugi znaczące tor lotu rozpędzonych do niewyobrażalnych prędkości pocisków były widoczne nie tylko na powierzchni symulacji na mostku, ale także realnie w samej przestrzeni. Systemy obronny aktywnej wrogich fregat były bez szans na reakcje, pancerz zaś – słabszy niż na ich powierzchniach bocznych skazany był na zagładę wraz z całym okrętem. Systemy symulacyjne Catherine zarejestrowały jedynie fakt trafienia obranych celów, a następnie dwa wybuchy o sile ok. 10kt, po czym ekran symulacji zmienił kolor z powrotem na biały.
-Lepszy był by zielony…- Pomyślał Kapitan przez chwile z wyraźną satysfakcją. Teraz mogli wyhamować okręt, zmniejszyć obciążenie reaktora i stosu i naprawić najpilniejsze uszkodzenia. Niestety to nie koniec na dziś. –Reaktor 2 GW, nawrót z dośrodkowym zero-pięć g, opanujcie jakoś temperaturę stosu. – Zawahał się, ale trwało to mniej niż ułamek sekundy. - Wracamy za Wheeler’a, ktoś z naszych musiał przeżyć…