czwartek, 18 czerwca 2009

„Szlak przegranych bitew” V

Miasto całkowicie zawładnęło naszą psychiką. Sam niepokojący fakt jego istnienia w sercu tego pustkowia wystarczał, abyśmy nie byli w stanie choćby zmrużyć oka. Szerokie aleje przecinały imponujące zabudowania z czarnego jak noc granitu. Mimo, iż same szkielety budynków nie zdradzały w ogóle niszczącego upływu czasu, to jednak były one absolutnie jedynymi pozostałościami dawnej metropolii. Wskazywać by to mogło, iż dawni mieszkańcy opuścili to miejsce setki, a być może nawet tysiące lat temu. Minęło już kilka dni, ale wciąż im głębiej zapuszczaliśmy się w otaczające nas ruiny, tym większy przepełniał nas strach. W dzień poruszaliśmy się zwartą kolumną naprzód, nocą zaś oglądaliśmy płaskorzeźby wyryte we wszechobecnym granicie. Były one jedynym świadectwem dawnej cywilizacji, jedynym znakiem, jaki zostawiła ona na świecie, wszystko inne zapewne dawno obróciło się w pył. Ogarniało nas coraz silniejsze uczucie dezorientacji, która powoli przeradzała się w bliżej nieokreślony stan ducha. Motywy wyryte w kamiennych portalach, wielkich salach i ciasnych korytarzach wydawały się tak bardzo znajome. Coraz wyraźniej rysowała się przed nami wizja przeszłości tego miasta. Przeszłości, która bezsprzecznie łączyła się z naszą własną. W naszych głowach na dobre zagościła jedna, uporczywa, myśl. Tak. Zostaliśmy zdradzeni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz