Wpatrując się w nadciągającą ku nam ścianę piasku, traciliśmy cenne sekundy, które uratować mogły nas i nasz sprzęt przed zagładą. Ciemność i straszliwy huk wypełniły przestrzeń wokół nas, wślizgując się w każdy możliwy zakamarek. Straciliśmy całkowicie kontakt wzrokowy między sobą. Po raz kolejny byliśmy świadkami gniewu tej przedziwnej, ponurej krainy. Za każdym razem siła, z jaką nas karciła, zadziwiała nas na nowo. Gdy nasze oczy były szczelnie zamknięte w bezskutecznej obronie przed wszechobecnym, nacierającym ze wszystkich stron piaskiem, znów powróciło wspomnienie tamtego dnia. Staliśmy dumni, wyprostowani, przyjmowaliśmy z uśmiechem na ustach los, jaki wybraliśmy. Ile zostało w nas tamtej dumy? Skuleni, przerażeni, modlący się o przetrwanie. Słowa wyroczni, które nadały naszej przedziwnej wyprawie sens. Obietnica ochrony naszej cudownej krainy, kosztem naszego poświecenia i dążenia do celu. Wojna, którą zgodziliśmy się przegrać.
Furia pustyni odeszła równie szybko jak się pojawiła. Czyżby nasze modlitwy zostały wysłuchane? To bez znaczenia. Znów pozbieramy pozostałych przy życiu, resztę sprzętu i ruszymy w drogę. Przed siebie. Dokładnie tak jak powiedziała wyrocznia.