poniedziałek, 20 kwietnia 2009

„Szlak przegranych bitew” IV

Wpatrując się w nadciągającą ku nam ścianę piasku, traciliśmy cenne sekundy, które uratować mogły nas i nasz sprzęt przed zagładą. Ciemność i straszliwy huk wypełniły przestrzeń wokół nas, wślizgując się w każdy możliwy zakamarek. Straciliśmy całkowicie kontakt wzrokowy między sobą. Po raz kolejny byliśmy świadkami gniewu tej przedziwnej, ponurej krainy. Za każdym razem siła, z jaką nas karciła, zadziwiała nas na nowo. Gdy nasze oczy były szczelnie zamknięte w bezskutecznej obronie przed wszechobecnym, nacierającym ze wszystkich stron piaskiem, znów powróciło wspomnienie tamtego dnia. Staliśmy dumni, wyprostowani, przyjmowaliśmy z uśmiechem na ustach los, jaki wybraliśmy. Ile zostało w nas tamtej dumy? Skuleni, przerażeni, modlący się o przetrwanie. Słowa wyroczni, które nadały naszej przedziwnej wyprawie sens. Obietnica ochrony naszej cudownej krainy, kosztem naszego poświecenia i dążenia do celu. Wojna, którą zgodziliśmy się przegrać. 

Furia pustyni odeszła równie szybko jak się pojawiła. Czyżby nasze modlitwy zostały wysłuchane? To bez znaczenia. Znów pozbieramy pozostałych przy życiu, resztę sprzętu i ruszymy w drogę. Przed siebie. Dokładnie tak jak powiedziała wyrocznia. 

sobota, 18 kwietnia 2009

Człowiek

Człowiek uczynił sobie poddanym cały świat, zbudował cywilizacje, pokonał wszystkich wrogów (w tym także wielokrotnie sam siebie), a wszystko to dzięki temu potrafi się dostosować do każdych możliwych warunków. Nie mam na myśli oczywiście tego, w jakiej temperaturze może przeżyć, bo to pierdoły nudne i głupie, ale to jak dynamiczna jest jego psychika. Wygląda ona jak szary glucik, który przybrać może dowolny kształt. Ktoś powiedział kiedyś, że zależnie od okoliczności każdy z nas może być zarówno Hitlerem, jak i świętym. Splot okoliczności i przeżyć może ukształtować naszą psychikę zdolną do najpodlejszych czynów, jak to miało miejsce np. w łagrach, czy innych obozach zagłady. I nie chodzi to tylko o wyłącznie o tych, którzy stali na wieżyczkach, czy obsługiwali piece, ale także o tych, którzy walczyli o przetrwanie, jako skazani. Możemy, zatem kochać, a kiedy indziej – szczerze nienawidzić. Dostosujemy się idealnie do każdych warunków. Kiedy mamy, co jeść, gdzie spać, czym napędzać nasze samochody – nic nie ulega zmianie. Nie powstanie żaden nowy wynalazek mający to zmienić. Dopiero, gdy czegoś nam brakuje zaczynamy główkować, napinać się, zmieniać siebie, swoje otoczenie i ewoluować. Mamy samochody i supermarkety, ale ludzie w dżungli ich nie mieli i nie mają, bo… są im niepotrzebne. Jedzenie rośnie na drzewie, nie ma sensu chodzić nigdzie daleko. Szczycimy się naszą cywilizacją i osiągnięciami, ale to tylko wymuszone na nas próby dostosowania się. Niejeden eksperyment pokazał, że ludzie zmieniają się, gdy poczują własną władzę. To także element przekalibrowania naszej psychiki do nowych warunków. Nikt nie rodzi się dobry, nikt nie rodzi się zły, to tylko nasze późniejsze doświadczenia kształtują nas najbardziej odpowiednio do napotkanych warunków. Czasami dopiero pewna pustka uświadamia nam potrzebę kolejnej ewolucji. Bez przerwy. 

niedziela, 5 kwietnia 2009

„Szlak przegranych bitew” III

Zmrok zapadał szybko. Po upalnym, męczącym dniu, nadchodził czas na zimną, nieprzyjazną noc. To podłe miejsce, ta pustynia… Jak bardzo różni się ona od naszej cudownej krainy, której przysięgliśmy bronić. Wspomnienia tamtych czasów napawają jednocześnie radością, z drugiej zaś niepisanym żalem i smutkiem, iż niestety są one przeszłością, która już nas nie dotyczy. Często przypominają nam się piękne ogrody, które nawet w środku nocy rozbrzmiewały śpiewem ptaków. Ogrody, których woń była uosobieniem piękna i harmonii. Ogrody, które nie były efektem lat pracy ogrodników, ale czystym pięknem natury, w jakim nie sposób się nie zakochać. Czasem ogarnia nas lęk, lęk przed tym, że zapomnimy. Coraz trudniej przywołać nam do pamięci obrazy z tamtego życia, z każdym dniem, miesiącem spędzonym tutaj. Jeżeli zapomnimy… To wszystko straci sens. Decyzja, którą podjęliśmy by chronić to, co kochaliśmy nad życie, nasza misja, nasza udręka. Ale póki mamy w pamięci tamte dni, wyruszamy w dalszą drogę, jak tylko niebo na wschodzie zmieni swój kolor. 

Blogo - fotko - nasza klasa

Dlaczego różni ludzie piszą blogi internetowe? Czy to ten sam mechanizm ukryty gdzieś głęboko w ludzkiej psychice, który każe im zamieszczać swoje fotografie na wszelakich portalach społecznościowych, by inni mogli je zobaczyć i oczywiście skomentować? Czy to wszystko łączy się ze zjawiskiem, jakim niewątpliwie są opisy na gadu, które stały się polem do uzewnętrznienia małego kawałka siebie innym, prawdziwie genialnej myśli, czy ekspresji towarzyszącej nudnemu codziennemu życiu? Każdy z nas chce być zauważony, doceniony, chce się wyróżnić z tłumu, podkreślić swoją wyjątkowość?

Celem artysty mniejszego, czy to większego, fotografa, lub reżysera jest to by jego dzieło znalazło swojego odbiorcę. By było oceniane, krytykowane, by inni ludzie poznali jego tok myślenia, jego pogląd na daną sprawę, a czasem po prostu aktualne samopoczucie... By nie byli obojętni. Abstrahując teraz od pojęcia sławy, które zawsze będzie towarzyszyć twórcom, czy to nie identyczna sytuacja z opisaną powyżej? Chcąc nie chcąc, kawałek artysty jest w każdym z nas kryjąc się gdzieś głęboko w prawej półkuli. Chcemy być zauważani, doceniani, nasze dzieła mają odrzeć nas z totalnej anonimowości i szarości. Każdy zrobi to dziś kilkakrotnie, czy to decydując, w co się ubrać, czy dając opis na gadu, tworząc coś wyjątkowego, czy pisząc notkę na blogu. 

Ludzie są ze swoimi myślami samotni. Szukają w ten sposób kogokolwiek, kto myśli choć podobnie.

„Szlak przegranych bitew” II

Koryto wyschniętej rzeki przecinało pustynię, tworząc wąski kanion o stromych zboczach. Rozbiliśmy obóz chroniąc się przed południowym słońcem. Podróżowaliśmy przez tę wymarłą krainę już wystarczająco długo by dojść do prostego wniosku, iż miała ona gdzieś swój początek, lecz nie ma końca. Dni zlewały się w tygodnie, tygodnie w miesiące.

Czy kiedyś, któryś z nas myślał o tym, żeby od tego uciec, wrócić? Bez przerwy. To chyba część naszej udręki. Nasza ojczyzna, którą zostawiliśmy za sobą, najpiękniejsze miejsce na ziemi… Często jej obraz przychodzi w snach, a nawet za dnia, odrywając na dobre od rzeczywistości. Plany ucieczki i powrotu tam, mącą nasz umysł bez wytchnienia. A my wciąż idziemy, ponieważ wybór ten jest tylko bolesną iluzją. Dokonaliśmy wyboru. Pora ruszać dalej.

Żywot i śmierć Józefa Wissarionowicza

Urodzony w małej wioseczce na krańcu świata w kraju, którego położenia na mapie świata nie była by w stanie wskazać przeważająca część naszego społeczeństwa. Jego dzieciństwo było ciężkie nawet jak na tamtejsze warunki, a mimo to osiągał on doskonałe wyniki w szkole. Pisał wiersze, które zostały wysoko ocenione. Później w całości poświecił się działalności politycznej, walcząc z tyranią, która ciemiężyła od wieków jego kraj. Ten ogromny wysiłek przynosi w końcu skutek – zła władza upada, ludzie mogą odetchnąć z ulgą, są wolni. Jednakże wciąż dużo jest do zrobienia, inne narody dalej cierpią niedole, uginając się pod butem swych panów. Wkrótce nasz bohater zostaje wybrany na przywódcę, w uznaniu jego doniosłych zasług. Do ostatnich dni swojego życia postępował będzie zgodnie z obranymi przez siebie ideałami, ciesząc się ogromnym szacunkiem swego ludu.

Był on dwukrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla - w latach 1945 i 1948. Był Człowiekiem Roku 1939 i 1942 według magazynu Time. Był kochany nie tylko w granicach swego kraju, ale także przez inne narody, które nazywały go wyjątkowo przyjaźnie - Uncle Joe.

Z drugiej strony, w Księdze Rekordów Guinnessa zajmuje on pierwszą pozycję w kategorii "masowy morderca". Postrzega się go, jako jednego z największych tyranów i ludobójców w dziejach Rosji i świata. Przypisywane jest mu spowodowanie śmierci kilkunastu milionów ludzi, chociaż cyfra ta jest przez wielu historyków podważana i skłaniają się oni raczej ku kilkudziesięciu milionom. Współcześnie przypuszcza się, że był dotknięty psychopatią. To jego świadome decyzje spowodowały m.in. tzw. Wielki głód na Ukrainie (ok. 7 mln ofiar), powstanie archipelagu GUŁag (sieć obozów koncentracyjnych – ponad 40 mln ofiar), a także szereg innych masowych mordów. Sam zwykł mawiać „Jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka”.


Wnioski? Historię piszą zwycięzcy.

czwartek, 2 kwietnia 2009

„Szlak przegranych bitew”

Nie potrafię sobie przypomnieć jak długo trwa już nasz ponury marsz. Nie potrafię powiedzieć ile przebyliśmy już drogi. Może dlatego, że nigdy nie miało to znaczenia. Tamtego dnia, gdy zgodziliśmy się przyjąć to brzemię na siebie, nie wiedziałem jeszcze, co mam myśleć. Była to osobista decyzja każdego z nas. Na naszych twarzach zagościł uśmiech. Z jakiego powodu? Przecież każdy wiedział, co nas wkrótce czeka. Uśmiech, który człowiek w pewnych chwilach jest w stanie wydobyć ze środka samego siebie, gdy staje naprzeciw czegoś, co go przeraża, ale przecież właśnie patrzy temu prosto w twarz. Wyruszyliśmy. Od tamtego czasu przegraliśmy niezliczoną ilość krwawych bitew, za każdym razem zbierając pozostałych przy życiu i wyruszając w dalszą drogę. Pamiętam je wszystkie bardzo dokładnie. Wszystkie mogliśmy wygrać. Czy gdybym mógł cofnąć czas i podjąć wtedy inną decyzje, zrobiłbym to? Myślę, że nie.

Ukradłem tytuł, mea culpa.